Paweł Królikowski to jedna z tych postaci, o których trudno pisać tylko raz. Na naszym blogu wspominaliśmy go już w 2021 roku, niedługo po jego odejściu. Wydawało się wtedy, że wszystko zostało już powiedziane, o talentach, rolach, chorobie i pustce, jaką po sobie zostawił. A jednak są takie momenty, kiedy pamięć wraca sama.
Pogłoski o powrocie serialu „Ranczo” sprawiły, że Paweł Królikowski znów jest w jakim stopniu obecny w naszych domach. Wracają wspomnienia charakterystycznego głosu Kusego, widzimy jego ironiczny uśmiech i tę niezwykłą lekkość, z jaką potrafił łączyć humor z czułością. I nagle okazuje się, że warto wspomnieć go raz jeszcze, inaczej, krócej, ale wciąż z sympatią.
Królikowski nigdy nie był aktorem jednego wcielenia. Choć dla wielu na zawsze pozostanie Kusym z Wilkowyj, jego artystyczna droga była znacznie bogatsza. Zaczynał w teatrze, gdzie liczyła się prawda i bezpośredni kontakt z widzem. W filmach często grał role nieoczywiste: ludzi pogubionych, wrażliwych, czasem na marginesie. Był też twórcą dla dzieci, autorem setek piosenek, co pokazuje zupełnie inne, łagodne oblicze jego talentu.
Poza sceną i kamerą był przede wszystkim człowiekiem rodziny. Rzadko opowiadał o życiu prywatnym, strzegł go konsekwentnie, jakby wiedział, że to właśnie tam jest jego prawdziwa siła. Widzowie poznali go głównie przez role, ale bliscy zapamiętali jako męża, ojca i partnera: obecnego, uważnego, wiernego.

Grupa Pogotowie Pogrzebowe