Ceremonia bez fajerwerków, pełna znaczeń
Pogrzeb Andrzeja Wajdy miał charakter państwowy, ale nie było tu patosu. Była powaga, była zaduma, był rodzaj cichego, głębokiego wzruszenia, które przenikało wszystkich — od prezydenta Rzeczypospolitej, przez wybitnych ludzi kultury, po zwykłych widzów, którzy po prostu przyszli powiedzieć: „dziękuję”.
Na trumnie złożono wieniec od Prezydenta RP z biało-czerwoną szarfą — symboliczny gest, który łączył artystę z historią kraju, który przez całe życie opowiadał. Nad grobem przemówili tylko nieliczni, jakby wszyscy rozumieli, że słowa są zbyt małe.
Cmentarz Salwatorski – wybór świadomy
Wajda nie spoczął w Alei Zasłużonych ani na warszawskich Powązkach, choć mógł. Wybrał Kraków. Wybrał Salwator. Cmentarz artystów, ludzi myślących, twórców. Leży niedaleko miejsca, w którym studiował i do którego wracał. Cisza tego miejsca przypominała mu kino — mówiła obrazem.
Grób jest skromny, bez marmurowego nadmiaru, bez zadęcia. Tylko nazwisko. Tylko data. Ale dla tych, którzy wiedzą, kim był, to wystarczy.
Kwiaty, które niosły filmy
Tego dnia nieśli kwiaty nie tylko bliscy i oficjele. Przybyli aktorzy, którym dał szansę, scenarzyści, których słowa zamieniał w obrazy. Przybyli także studenci szkół filmowych z Łodzi i Krakowa, którzy przynieśli pojedyncze goździki — jakby chcieli powiedzieć: „będziemy kontynuować”.
Niektórzy przynieśli coś jeszcze: plakaty jego filmów. „Kanał”, „Ziemia obiecana”, „Człowiek z marmuru”. Trzymali je jak transparenty. To nie była demonstracja, ale akt wdzięczności. Kino nie zna lepszego hołdu.
Symboliczne milczenie
Najbardziej przejmującym momentem była minuta ciszy, która zapadła tuż po zakończeniu ceremonii. Nie było werbli, nie było salwy honorowej. Była tylko cisza – jak na sali kinowej, gdy kończą się napisy, ale nikt nie wstaje. Bo wszyscy wiedzą, że obejrzeli coś ważnego. I chcą jeszcze przez chwilę pobyć w tym świecie.
Ostatnia scena
Niektóre pogrzeby zamykają biografie. Pogrzeb Andrzeja Wajdy coś otworzył — przypomnienie, że kultura jest wartością narodową. Że reżyser może być kronikarzem epoki. Że sztuka to nie luksus, tylko tlen. Odszedł ten, który uczył nas patrzeć. Ale zanim zamknął oczy, zostawił scenariusz, który dziś — w ciszy Salwatora — rozbrzmiewa mocniej niż kiedykolwiek.

Autorstwa Zygmunt Put Zetpe0202 – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=53344061
Pogotowie Pogrzebowe